Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fale. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 września 2015

Żel lniany - jak uzyskałam fale


Witam   :)

Dzisiejszy Dzień Dla Włosów przynosi nam kolejne dobrze znane cudo. Dla jednych cudo, dla innych puszący zawód. Siemię lniane testował chyba już każdy, na różne sposoby. Dzisiaj chciałam przypomnieć sobie jego działanie w formie żelu do układana włosów. 

Moje włosy mają sporą tendencję do fal, jednak efekt po siemieniu nigdy mnie nie satysfakcjonował. Od tego czasu trochę się zmieniło. Moje włosy są w lepszej formie, niemal przestały się puszyć, są trochę dłuższe, kolor też się zmienił :D Minęło już wiele miesięcy od czasu, kiedy nałożyłam taki żel.

sobota, 25 lipca 2015

#14 Biovax naturalne oleje


Witam! :]
W niedzielę zeszłego tygodnia moje włosy nabrały rudości za sprawą szamponu koloryzującego (a właściwie szamponetki) Delia. Kolor bardzo mi się podobał, nieco bardziej niż po ziołowym kremie koloryzującym <TU> tej samej marki. Za to włosy były bardziej szorstkie. "Ziołowy krem" działał trochę jak odżywka.
Efekty farbowania?

Oczywiście po paru myciach kolor się mocno wypłukał.

Dzisiaj postanowiłam wypróbować maskę Biovax, tę którą widać na zdjęciu wyżej:
  • po umyciu włosów nałożyłam maskę Biovax naturalne oleje na 45 minut, wcześniej zmieszałam ją ze skrobią ziemniaczaną,
  • na końce nałożyłam oczywiście odżywkę Isana Oil Care i jedwab Biovax.
Włosy tuż po myciu wydawały się być gładkie. Ale kiedy wyschły naturalnie okazały się nie być śliskie tak jak bym chciała. Odstawało duuużo włosów. Jednym zdaniem efekt mi się nie spodobał. Lepsze rezultaty otrzymuję po użyciu Kallosa czy Syossa. Skrobia nie pomogła :/


Nie zdecyduje się ponownie na jego kupno, przynajmniej przez długi czas.
A u Was jak sprawdzają się Biovaxy? Może polecacie któregoś z nich do cienkich, puszących się włosów?
Pozdrawiam! :)

EDIT:
Następnego dnia po myciu moje włosy wyglądają znaczne ciekawiej, o ile się zbytnio nie przetłuszczą. Nieczesane, żyjące swoim życiem:
Lubię to! :D Głowę odchyliłam nieco bardziej do tyłu, dlatego wydają się być dłuższe :) Nie mogę się doczekać kiedy osiągną taką długość! :)

niedziela, 14 czerwca 2015

#9 Skąd nagła poprawa wyglądu włosów?

Witajcie! :)
W dzisiejszym poście odnotowuję jak ostatnio zachowują się moje włosy, ponieważ naprawdę mnie zaskakują. Próbowałam rozgryźć co może być tego przyczyną - są niesamowicie śliskie, lśniące i wcale się nie puszą! Przynajmniej w tym tygodniu miały ochotę tak się prezentować:

Sztuczny, niezbyt udany skręt ;D
Zaczęły się też kręcić. Wszystko to jest niesamowite, zwłaszcza, że nie zmieniłam pielęgnacji - była podstawowa, codzienna, dlatego ta NdW nie będzie wyjątkowa:
  • olej z żurawiny na ok. godzinę,
  • odżywka Garnier AiK na olej, 30 minut,
  • mycie skalpu szamponem Garnier Ultra Doux do włosów farbowanych,
  • mycie włosów szamponem do rudych i czerwonych włosów Joanny + przytrzymanie go na 15 minut,
  • odżywka Syoss Color Seal na chwilkę,
  • mgiełka z wody brzozowej i octu jabłkowego,
  • olej i Isana Oil Care + jedwab Biovax na końce.
Normalnie pomijam Garnier AiK i przetrzymywanie szamponu, bo to za dużo fatygi jak na zwykłe mycie.

Położyłam się spać z mocno podeschniętymi włosami w fryzurze jak na zdjęciach poniżej, zrobionych tuz po porannej pobudce:
Po rozpuszczeniu
Musicie mi wybaczyć, że zdjęcia nie są wyraźne, ale ostatnio mam problem z ostrością (samowyzwalacz).

Co mogło im pomóc?

  1. Szczotkowanie Tangle Teezer - to mój nowy nabytek, zdecydowałam się po latach! Czeszę nim włosy kiedy podeschną po myciu, przed snem. Świetnie wygładza zwłaszcza górne niekręcące się partie włosów.
  2. Pigmentacja - przed tym zabiegiem nie było mowy o takim wyglądzie. Włosy puszyły się choćby nie wiem co. Ogólnie wyglądały na bardziej zniszczone.
  3. Stosowanie odżywki Syoss  na ok 15-20 minut - tak spisuje się znacznie lepiej. Dopiero wtedy daje sobie radę z rozplątaniem i wygładzeniem włosów.
  4. Obficie stosuję mgiełkę z wody brzozowej z dodatkiem octu jabłkowego. Od zawsze mój niezawodny sposób na wygładzenie. Stosowana regularnie i w odpowiednich ilościach mogła być przyczyną blasku i gładkości.
  5. Upięcie :) Na kręcenie się włosów na pewno miało ogromny wpływ. Gładkie zaczesanie z przodu wygładziło górne partie.
  6. Zastosowanie wszystkiego jednocześnie!
Widać, że rudości wypłukują się z czasem, kolor znów odrobinę pojaśniał. Myślę, nad szamponetką w kolorze miedzianym, ale obawiam się nieprzewidzianych skutków. Przeżyłam już zielone refleksy na głowie i nie, dziękuję.
Stąd moje pytanie: macie jakieś doświadczenia z (rudymi) szamponetkami na włosach farbowanych? 

Pozdrawiam :)

poniedziałek, 8 czerwca 2015

#8 Żel lniany + mgiełka z wody brzozowej

Witajcie :)
Dziś bez zbędnych ceregieli piszę, co wymyśliłam tej niedzieli :)

  • Olej z żurawiny na ok. godzinę,
  • odżywka Garnier AiK na olej na 30 minut,
  • mycie skalpu szamponem Garnier do farbowanych włosów,
  • mycie na długości szamponem Joanna do rudych i czerwonych włosów,
  • daawno zapomniana maska z żelu lnianego i odżywki Syoss na 30 minut,
  • równie dawno nie stosowana mgiełka z wody brzozowej i octu jabłkowego (sprawdzony sposób na wygładzenie włosów),
  • na końce oczywiście kropla oleju i Isana Oil Care + jedwab Biovax.
Voila!
Włosy po podeschnięciu związałam.



Bez flesza. Ostatnio te fale mi się nie udają ;)
Minął już (ponad) tydzień od farbowania i jestem na razie meeega! zadowolona. Kolor się ładnie trzyma, lekko pojaśniał i wygląda według mnie cudownie!! Co prawda przypomina mi mój naturalny o.O
Myślę, że to wina dawno stosowanych szamponetek, które nie wypłukiwały się do końca nawet po długich miesiącach.

Pamiętam jak jakiś czas temu widziałam na przystanku dziewczynę o takim własnie kolorze włosów i byłam nim zachwycona. Tyle, że one były dłuższe i ładniejsze :) Opowiadałam o tym kumplowi...Co za ekscytacja :D
Teraz mogłabym więc lecieć do salonu w podziękach, ale zobaczymy co stanie się z kolorem w ciągu kolejnego tygodnia ;> Kolor wybrałam sama, jak nakazała mi intuicja. I chociaż na początku nie byłam specjalnie zadowolona, ona mnie nie zawiodła ;) Jeee.


Pozdrawiam gorrąco!

poniedziałek, 25 maja 2015

#6 żółtko

Nareszcie zrobiłam coś, o czym myślałam od dawna. Jest jeszcze kilka takich pomysłów, mam nadzieję, że zrealizuje je w następne NdW.


Dzisiaj motywem przewodnim jest żółtko, a zatem i proteiny. Na co dzień stosuję raczej olejową pielęgnację, dawno moje włosy nie zaznały odmiany. Więc proszę!
Zanim nałożyłam maseczkę z żółtka, włosy przygotowałam w ten sposób:

  • olej z żurawiny na ok. godzinę,
  • maska Alterra z granatem na 30 minut (od dawna leżała w kącie, do nawilżenia się nada),
  • peeling cukrowy.
Maskę z żółtkiem przygotowałam następująco:
  • żółtko zmieszałam z dwiema łyżeczkami maski FARCON, Palm Mask.
    O tej masce mogę napisać tyle, że ma w składzie oprócz oleju palmowego proteiny pszenicy czy kolagen. Z tego powodu ją kupiłam, wcześniej nie używałam tych składników w pielęgnacji. Jak się okazało maska jest przeciętna, ma ostry chemiczny zapach, który baaardzo długo utrzymuje się na włosach (nie cierpię go!) oraz ciekawą piankową-musową konsystencję - jest idealna do maski z żółtka, jeśli ktoś boi się lejącej konsystencji, bądź zapachu jajka!


  • dodałam też skrobi ziemniaczanej, soku z aloesu oraz d-pantenolu.
    Zaczęła wyglądać jak budyń waniliowy :)


Mieszankę nałożyłam na lekko podmyte po peelingu włosy na 40 minut. Podczas zmywania poczułam, że włosy są wyraźnie sztywniejsze.
  • włosy umyłam delikatnym szamponem Hipp,
  • nałożyłam na chwilę odżywkę Syoss (tę co zwykle), ponieważ włosy splątały się dość mocno - widać wpływ protein.
  • w końce olej z nasion brokułu + Isana, Oil Care + jedwab Biovax
    Po takim zabiegu mogłam całkiem gładko rozczesać włosy. Poczekałam, aż wyschną same, zawinęłam i podpięłam - poszłam spać.

Efekt jest taki, że włosy są mniej miękkie, aczkolwiek nadal są ;) Mam wrażenie, że po proteinach mocniej się puszą, ale może są po prostu bardziej puszyste. Na pewno nie odnotowałam przeciążenia, co czasem mi się zdarza. To co chciałam uzyskać to mniejsze strąkowanie, ale ponieważ kolor wygląda słabo, zazwyczaj zwijam włosy na noc i uzyskuję rano efekt pokręconego kucyka, który lubię. Nie mogę więc stwierdzić czy podziałało. Jednak wizualnie wyglądają chyba lepiej...przynajmniej ja tak to widzę na zdjęciach :)

Dzięki takiej fryzurze kucyk wygląda na
gęstszy - po prostu lepiej.
Rozpuszczone po parogodzinnym kucyku :)

Włosy rozpuszczone po nocy zalatują mocno sztucznością i okropną regularnością skrętu, dlatego lubię je związywać. Za to po czasie wyglądają niczego sobie :D
Pozdrawiam! :) :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...